o organizacji

Poznaj siebie.

Projektując przez ponad 10 lat meble i wnętrza, zauważyłam niepokojący trend wspisywania się w trendy za wszelką cenę. Nie jest to stuprocentowa reguła, ale co najmniej zauważalny fakt. Większość klientów chciałaby mieć tak urządzone wnętrza i takie meble, jak … i tu można wstawić cokolwiek: w internecie, u koleżaki, w magazynie, u Szelągowskiej itp. Wybierając meble, czy też zlecając projekt mebli nie zawianawiają się nad tym, czego tak naprawdę potrzebują, jakich funkcji i czemu dokładnie ma dany obiekt służyć. Posiłkują się zdawkowym „potrzebuję szufladę na tegesy”. Przestrzeń, mimo tego, że jest wypełniona, pozostaje niezorganizowana.

Zajęłam się obszarem organizacji przestrzeni, żeby uzupełniać tę lukę. Choć z pewnej perspektywy temat ten może wydawać się drobiazgowy, to jestem przekonana, że to właśnie dzięki takiemu podejściu do przestrzeni, tworzy się nowe pojęcie komfortu.

Są pewne ogólne prawdy i zasady w projektowaniu, które każdy projektant zna (a przynajmniej powinien!), jak choćby słynny trójkąt roboczy w kuchni. Jednak są to zasady bardzo ogólne, dedykowane nam, jako społeczeństwu. Brak im indywidualnego rysu, ponieważ wszelkie wytyczne zostały ustandaryzowane.

Niby wszyscy robimy w domach to samo, a jednak każdy inaczej, na swój własny sposób. To jest jak sprawa z sałatką jarzynową w polskich domach. Niby wszędzie taka sama, ale jednak każda jest inna.

Nawet tak proste czynności (lub ich brak), nad którymi się nie zastanawiamy mają znaczenie w tworzeniu wygodnej przestrzeni. Przykładowo weźmy na tapetę relaks na kanapie przed telewizorem. Jedni lubią leżeć na boku, inni na plecach, a jeszcze inni wolą zwinąć się w kłębek na fotelu. Ktoś lubi popijać sobie herbatę i zagryzać ciasteczkiem, innemu wystarczy lampka wina. W zależności od tego, jaką pozycję najbardziej lubimy przyjmować, takie ustawienie mebli i taki rodzaj mebli powinniśmy wybrać. Czy przekąszamy coś, czy też nie – fakt ten ma wpływ na wybór stolika, podkładki, ławy i ich umiejscowienia.

Jest całe mnóstwo kwestii, nad którymi nikt się nie zastanawia (no może poza mną), przyjmuje się je jako pewną normę zgadzając się na to co jest nam oferowane, lub co gorsza zostawiając kwestie wygody przypadkowi, np. gdy przypadkiem uda się kupić wygodne krzesła. A tymczasem okazuje się, że jest wybór, że można rodzaj rozwiązania dostosować do siebie, a nie siebie do istniejącego rozwiązania.

Żeby to osiągnąć, trzeba najpierw poznać siebie w wielowymiarowym zakresie, a poźniej swój dom dopasować do siebie. Nie odwrotnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *