o planowaniu

Robię to w nocy pod kołdrą. Po ciemku.

Jak byłam dzieckiem, kazano mi czytać. Za karę. Wyobrażacie to sobie? Katorgą, pamiętam była dla mnie „Karolcia”, a co dopiero „Krzyżacy”. Nigdy zresztą ich nie przeczytałam do końca. Ba, nawet nie obejrzałam filmu. Ale jakoś tak się Monikowe losy potoczyły, że dzisiaj jedną z najwyższych form relaksu dla mnie jest lektura.

Niestety dzisiaj nikt mi czytać nie każe. Mało tego, niezwykle trudno mi tak legalnie na spokojnie zalec z książką, dlatego muszę to robić po cichaczu i najlepiej nocą pod kołdrą. W pewnym okresie mojego wewnętrznego rozwoju czytelnictwa uznawałam jedynie te tradycyjne książki w wersji papierowej. Snobistycznie celebrowałam momenty z książką (najlepiej w skórzanej oprawie), której często nie rozumiałam – wieczór, wino, eleganckie przekąski, ęsi, ąsi. Dziś jestem bardziej liberalna, i chociaż nie posiadam czytnika ebooków, to czytuję je na smartfonie. To znacznie ułatwia mi nocne przygody z książką. I nie tylko to. Bo jeszcze czytam na spacerach. Jak młodzież sztachnie się świeżym powietrzem i odpłynie w objęcia Morfeusza, to ja tup-tup-tup do najbliższej ławeczki, gira na koło od wózka – wiadomo – nożny symulator dziur chodnikowych, telefon do łapki i już mnie nie ma. Nie targam ze sobą tomów, bo bardzo pilnuję, żeby kilogramów za dużo nie było do dźwigania.

Tak, czy owak, rodzina i przyjaciele wiedzą, że jeżeli jest jakaś okazja, to zamiast kwiatków lepiej kupić mi książkę. Albo czekoladę :). Ale czekolada daje mi radość na najwyżej 10 minut – pochłaniam ją naraz całą. A książka to już przyjemność dawkowana stopniowo, przez kilka dni. No i tak się dzieje, że corocznie książek mi przybywa, a nie lubię ich oddawać. W związku z tym cały czas wymyślam kolejne miejscówki dla mojego książkozbioru. Ile mam książek? No tak konkretnie to 740 cm. Mało? Dużo? Zależy od punktu widzenia. Ale fakt jest taki, że co roku około 25 – 35 cm książek mi przybywa.

Jeżeli trend się utrzyma, a będę żyć jeszcze załóżmy 60 lat (mam nadzieję, że medycyna pójdzie jeszcze bardziej naprzód i będzie to możliwe we względnym zdrowiu) to potrzebuję przewidzieć miejsce na niemal 21 metrów bieżących książek. O_o. No chyba, że papierowe tomiszcza całkiem odejdą do lamusa i będą wyłącznie w wersji elektronicznej. Ale umówmy się. Chciałabym mieć taki problem.I tak znajdę coś, czym zapcham te puste półki. A Ty? Czytasz tradycyjnie, czy ebookowo? Czy w ogóle czytasz? 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *