Rozkład sił pokojowych, czyli który pokój dać dziecku?

Rozkład sił pokojowych, czyli który pokój dać dziecku?

Przy wyborze pokoju dla dziecka jest kilka możliwych scenariuszy.

Pierwszy, chyba wręcz niemożliwy (a może mylę się? Daj mi znać!), to kiedy spodziewasz się pierwszego dziecka i kupiłeś nowe mieszkanie u dewelopera. Nie radzę tego robić, ponieważ stres jakiego doświadczysz użerając się z deweloperem nie jest tym co dla ciężarnej najlepsze. Inny wariant tego scenariusza jest taki, że zamiast nówki nieśmiganej inwestujesz w second hand i bierzesz mieszkanie z rynku wtórnego. Tego też nie polecam robić, bo stres jakiego doświadczysz użerając się z ekipą remontową nie jest tym co dla ciężarnej najlepsze.

Drugi scenariusz zakłada, że masz już dziecko, ale czas najwyższy zmienić lokum i szukasz, z właściwie znalazłeś już idealne gniazdko.

Trzecia opcja jest taka, że nie masz dziecka, być może nawet nie masz współsprawcy, ale czujesz że to ten moment, żeby zaciągnąć kredyt życia.

Niezależnie od tego, który scenariusz realizujesz, pojawią się dziesiątki pytań związanych z nowym miejscem. Być może jednym z nich będzie kwestia pod tytułem: który pokój dla kogo? Jeśli masz jeden, to wybór jest jakby oczywisty – jeden dla wszystkich, wszyscy do jednego 🙂 Jeżeli masz dwa pokoje, to zazwyczaj są one zróżnicowane wielkościowo i chociażby na tej podstawie łatwiej podjąć decyzję. Pewien dylemat zaczyna się kiedy są to trzy pokoje i więcej.

Niezależnie od Twojej sytuacji rodzinnej, warto któryś przeznaczyć na strefę dzienną, chociaż w obecnych czasach bardziej adekwatnie jest powiedzieć – wieczorową. Jakaś część przestrzeni powinna zostać przypisana strefie spania. I tu powoli dochodzimy do dzisiejszego zagadnienia – jeśli masz dziecko, dzieci, lub sądzisz, że być może będziesz się rozmnażać, to jakaś przestrzeń przyda się właśnie tymże.

Chciałabym przedstawić kilka wariantów spojrzenia na ten temat. Może będzie trochę filozoficznie, ale obiecuję, że konkrety też padną.

Wariant pierwszy.

Najczęściej spotykam się z decyzją, że dla dziecka przeznaczony będzie większy pokój i oby najdalej od strefy dziennej tudzież wejścia. Argumentacja jest prosta jak konstrukcja cepa. Dziecko u siebie w pokoju nie tylko śpi, ale także bawi się, uczy, przyjmuje rówieśników itp. Rodzicom, którzy mają do dyspozycji oprócz sypialni jeszcze kuchnię i pokój dzienny i być może gabinet, wystarczy tak naprawdę klitka, do której zmieści się łóżko i szafa. Generalizując, wszystko, co najlepsze to dziecka. I w gruncie rzeczy zgadzam się z tym, ale nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała głośnego ALE.

W takim razie: ale jakie tu widzisz „ale”?

Ano widzę kilka „ale”, które są konsekwencją podjętych decyzji. Zakładam zatem, że wybraliście dla dziecka większy pokój dalej od potencjalnych źródeł hałasu. Dziecko, które jest noworodkiem będzie tam miało ciszę i spokój. Przedszkolak będzie miał miejsce do zabawy i miejsce na zabawki… hola hola, ale zaraz. Sądzisz, że jak dałaś mu większy pokój, to nie będzie znosił kolorowego, grającego plastiku do Twojej sypialni, albo pokoju dziennego? Uczeń będzie miał miejsce na naukę, przybory szkolne… hola, hola. Mam nadzieję, że nie chcesz, aby Twój uczeń spędzał całe dnie w tym pokoju bo się uczy? Zaprosił kolegów z podwórka, a cała ta ubłocona zgraja przewaliła Ci się przez świeżo umytą podłogę w całym domu? Nastolatek zamknął się u siebie i ma zamiar wyjść jak mu wszystkie pryszcze znikną? Ma duży pokój, pewnie mu wygodnie, ale chociaż wsuń mu kanapkę od czasu do czasu pod drzwiami, jak już nie chce do Was wychodzić. Pryszcze mu zeszły to czas na studia i imprezy? A Ty budzisz się za każdym razem, kiedy mocno rozweselony próbuje cicho wejść do domu i przetoczyć się cichaczem do siebie? I wtedy przychodzą myśli: trzeba było dać mu ten pokój przy wejściu. Wystarczyłby mu ten mniejszy, może posiedziałby z nami wieczorem. Wiesz już o co chodzi? Nie zrozum mnie źle, ja nie prorokuję, że tak będzie, jak zdecydujesz się taki pokój dla dziecka. Ale jest to zawsze kwestia do przemyślenia.

Wariant drugi.

Kolejne spojrzenie na „rozkład sił pokojowych” zakłada, że dzieci lądują w mniejszych pokojach. Dlaczego? Otóż w większej sypialni rodziców zmieści się większa szafa/garderoba, która pomieści graciarnię. W większej sypialni rodziców może stanąć stanowisko do pracy (czego jestem ogromną przeciwniczką, żeby było jasne). W mniejszym pokoju dziecka nie będzie zbyt dużo miejsca na zabawki, zatem wylądują one w pokoju dziennym, tym samym pokój dzienny przestanie być tylko strefą rodziców, a spełni prawdziwą integracyjną rolę. Dziecko (mam nadzieję!) do zabawy wciągnie rodzinę i będzie fun. Jak maluch podrośnie, okaże się, że razem można filmy oglądać, grać w planszówki – słowem miło i RODZINNIE (słowo klucz) spędzać czas. Możesz sobie wyobrazić taką sytuację, że Twoje szkolne już dziecko, odrabia lekcje przy stole, bo u siebie w pokoju nie ma za dużo miejsca i biurko się nie zmieściło. Ale jednocześnie jest z Tobą, czyż nie jest to wartość? Nastolatek gra w gry na kompie w dziennym pokoju, bo u niego nie ma miejsca na sprzęt. Ma słuchawki na uszach, więc nie przeszkadza Tobie, ale Ty od czasu do czasu zerkasz na ekran i widzisz w co w ogóle on tak tam grzmoci. Czy strzelanki, czy wyścigi. Nie mów, że to nie ma znaczenia. Jednym słowem INTEGRACJA. Czasami spotykam się jeszcze, o zgrozo, ze stwierdzeniem, że „Ja się wychowałam w siedmiometrowym pokoju dzielonym z bratem i żyję!” Serio, serio. Istnieje jeszcze takie przeświadczenie że skoro ja miałem tak sobie, to dlaczego moje dziecko ma mieć lepiej? Ale nie będę tego podejścia w ogóle rozpatrywać, bo szkoda mi czasu na coś, co jest daleko od mojego światopoglądu. Niby to podejście ma takie same składowe jak to poprzednie, ale zobacz ile zmienia nastawienie emocjonalne w tym wypadku.

Wariant trzeci.

Spotkałam się jeszcze z zupełnie nieszablonowym rozkładem pokoi. Wręcz pałacowym, rzekłabym. Otóż można założyć, że każdy ma swoją sypialnię, w której jest tylko łóżko i szafa. Inny pokój służy domownikom do celów naukowo – pracowych – czyli gabinet z komputerem, biurkiem, biblioteczką, itp. Oprócz tego jest pokój zabaw, gdzie są nagromadzone wszystkie zabawki, play station, piłki, Może nawet domowa ścianka wspinaczkowa? Za dużo pokoi wyszło? Nie! Jeszcze dołożę pokój gościnny, do którego zapraszasz każdego, kto odwiedza Cię lub Twoje dzieci na dłużej niż kurier. Tu przychodzi twoja psiapsióła, tu przychodzi podwórkowa hołota w ubłoconych buciorach, tu dzieć ma organizowane pierwsze urodzinki z kolegami. Nadążasz jeszcze ile tych pokoi mamy? Tylko istnieje ryzyko, że pogubicie się wszyscy w tych pokojach, pobłądzicie i dupa blada z rodzinnego spędzania czasu.

Czy wiesz już zatem jaki jest klucz do wyboru pokoju dla dziecka? Zastanów się jaką rodziną jesteście, lub jaką chcesz stworzyć. I pamiętaj, że nie jest to jedyny wybór, że możesz zmienić zdanie w trakcie i nikt nie będzie Cię z tego rozliczać. Możesz popełniać błędy w swoich założeniach – to normalne. Grunt, żeby ze swoich działań, powodzeń i niepowodzeń wyciągać wnioski. Ale kwestia wyboru pokoju warta jest zastanowienia się nad głębszymi sprawami, niż tę parę/paręnaście metrów kwadratowych. Howgh. Jak tutaj dotarłaś to szacun.

A Ty którą bramkę wybierasz? 1, 2, czy 3?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *