JAK DOGADAĆ SIĘ ZE STOLARZEM?

JAK DOGADAĆ SIĘ ZE STOLARZEM?

Jestem zapisana do kilku grup o tematyce wnętrzarskiej na Facebooku. Społeczności tam są bardzo różne, od sympatycznego klepania po pleckach po codzienny jad, wiadro pomyj i sąd ostateczny. Przyglądam się zarówno tematyce postów, jak i komentarzom tam umieszczanym i muszę przyznać, że jest taka jedna praktyka, która jest bardzo częsta, rodzi wiele nieporozumień i niepotrzebnych emocji i kompletnie nie rozumiem, dlaczego w ogóle to ma miejsce.
Mianowicie chodzi mi o takie posty, w których autor/autorka wstawia zdjęcie, na którym widać fragment jakiegoś mebla lub zabudowy i opisuje sytuację, że stolarz tak zrobił i mówi że tak się robi, a jemu/jej się to nie podoba i czy da się coś z tym zrobić, albo, czy da się to zareklamować. I najczęściej zaczyna się festiwal hejtu. A skoncentrowany jest różnie, raz na stolarzu, raz na autorze, w zależności od przekonań komentującego.

Po co?
Co chce osiągnąć autor posta rozpętując nad samym sobą taką gównoburzę? Przecież ma wynajętego fachowca, z którym może o tym porozmawiać.

Scenariusz bardzo często wygląda tak:
Pan Andrzej, stolarz, montuje u swojej klientki meble kuchenne. Ściany są krzywe, niczym fale Dunaju. Montaż kuchni czasami trwa jeden dzień, czasami dwa, a czasami dłużej w zależności o tego, jak skomplikowany jest projekt mebli. Pod koniec pierwszego dnia montażu, kiedy już coś widać, ale jeszcze nie jest skończone, klient ogląda wieczorem wykonaną robotę: tu zajrzy, tam zajrzy, coś tam mu się nie podoba i pyk – cyka zdjęcie i opisuje ten fakt na Facebooku. Nie wspomina w poście, że o tym elemencie nie rozmawiał ze stolarzem podczas ustaleń przed wykonaniem projektu, że nie porozmawiał o tym podczas montażu, ani nawet o tym, że to dopiero początek montażu.

Na drugi dzień pyta się stolarza:

  • Panie, a co to tu jest?
  • Ale co?
  • No ta dziura! (szpara, listwa, rysa, cokolwiek, do czego przyczepił się klient)
  • E, no. Tak się robi.
  • Aha.

Pan stolarz nie chciał tracić czasu na wyjaśnienia, bo woli dokończyć swoją robotę, a klient już zaczyna obmyślać plan, co z tym fantem zrobić. I rozważa różne rozwiązania podesłane przez przemiłych komentujących:

  • wywal go na zbity pysk,
  • ja bym mu nie zapłacił,
  • ma robić, aż zrobi dobrze,
  • reklamować,
  • do sądu,
  • z dyńki mu,
  • spalić na stosie.

Sytuacje takie kończą się bardzo różnie w zależności od tego, czy dana rzecz była tymczasowa na czas montażu, czy ostateczna, a także od chęci komunikacji ze strony stolarza, a także od zamiarów klienta. Bywa tak, że nikt ze sobą nie rozmawia, a klient pozostaje niezadowolony. Bywa też tak, że na końcu klient oczekuje rekompensaty finansowej za niespełnienie swoich oczekiwań, o których nawet nie powiedział wykonawcy. A zdarza się też tak, że stolarz jest chętny do przerobienia jakiegoś elementu, żeby zadowolić klienta.

Co jest winne takiej sytuacji?

No, ewidentnie brak komunikacji i to z dwóch stron. To, co jest najważniejsze przy ustaleniach dotyczących wyglądu i funkcjonalności zabudowy kuchennej to wypowiedzenie wprost swoich oczekiwań (wszystkich) ze strony klienta i zapisanie tego wszystkiego ze strony wykonawcy. Fajnie by było, gdyby stolarz od początu potrafił wskazać swojemu klientowi, gdzie i jakie trudności mogą się pojawić podczas montażu (np. brak dojścia, krzywe ściany) i zaproponował jakieś rozwiązanie. Fajnie by było, gdyby klient od początku mówił, że nie podoba mu się, kiedy np. widoczne jest obrzeże na frontach, albo uważa, że listwy przyblatowe są brzydkie. Jeżeli przemilczamy jakieś sprawy, bo wydają nam się oczywiste, to później rodzi to niepowodzenia. I dotyczy to zarówno wykonawcy, jak i klienta.

Przykładowo może być tak:

  • Proszę Pani, tutaj pojawi się listwa o wymiarach xyz, której zadaniem będzie zamaskować szczelinę, która najprawdopodobniej pojawi się podczas montażu.
  • Proszę Pana, nie podoba mi się taka listwa, wolałabym unikać dodatkowych elementów tego typu. Czy jest takieś inne rozwiązanie?
  • Tak, może Pani … – i tu pojawiają się najróżniejsze propocyje, które wykonawca uzna za słuszne.

 

Da się. Jest tylko taki haczyk: Klient szanuje stolarza, stolarz szanuje klienta, traktują się po partnersku, a nie wrogo. Często można spotkać się z opinią o wykonawcach, że chcą tylko kasy i nic innego się dla nich nie liczy. To nieprawda. Oczywiste, że chcą dostać wynagrodzenie, bo każdy che je dostać za swoją pracę. Ale w pracy stolarza liczy się także satysfakcja z wykonania czegoś, z czego klient jest zadowolony. Zadowolony klient uskrzydla wykonawcę i daje powera do pracy. Jeżeli klient nie mówi jasno, czego oczekuje, a potem jest wyraźnie niezadowolony z efektu to pozostaje taki ogólny niesmak. A mogłoby być przecież inaczej.


Jeżeli stolarz zbyt słabo wycenił swoją pracę, bo albo popełnił błąd w kalkulacji, albo klient go tak mocno zdusił z ceną to raczej przyjmie postawę, żeby jak najszybciej mieć tę realizację za sobą i zapomnieć. Najgorzej jest, gdy obie strony mają podejście roszczeniowe, czyli stolarz chce tylko dużo kasy, a poza tym się nie stara, a klient nie chce najlepiej w ogóle płacić, bo przecież stolarz, któy chce pieniądze za swoją pracę, to na pewno chce go okraść.

Taka postawa to idiotyzm!

Gracie przecież do jednej bramki. Klient chce mieć piękne i funkcjonalne meble i to najlepiej bez stresu, a stolarz chce mieć na koncie zadowolonego klienta, jego rekomendację, dobrą realizację i oczywiście wynagrodzenie. Cele jednej i drugiej strony spełnia ta sama droga. Trzeba przejść przez to wspólnie i to od Was i Waszego nastawienia zależy jaka będzie ta droga.

Apel mój do wszystkich planujących zamówić kuchnię u stolarza i do stolarzy:

KOMUNIKUJCIE SIĘ W UPRZEJMY I KONKRETNY SPOSÓB!

I omawiajcie najdrobniejszą pierdołę PRZED projektem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *