Moje wygody i niewygody #1

Moje wygody i niewygody #1

Jest 31 sierpnia, godzina 22.00, kiedy zaczynam pisać ten wpis. Zależy mi, aby ukazał się jeszcze dzisiaj, więc będzie raczej krótki. To jest naprawdę niesamowite, jak wakacje uciekły, dosłownie pstryknięcie palcem i już ich nie ma. Natrafiłam dzisiaj na Facebooku na grafikę przedstawiającą bieżącą datę z oznaczeniem, że dzisiaj jest ostatni dzień wakacji, od 2 września zacznie się nowy rok szkolny, a jutrzejszy 1 września, który wypada w niedzielę to bezrocze. Bardzo mnie to rozbawiło.

Nie będzie dzisiaj o niczym wygodnym, ani o niczym skrajnie niewygodnym. A w zasadzie to będzie. O wygodach i niewygodach mojego trybu pracy.

Plusy, czy minusy?

Ostatnio doszłam do wniosku, że moje życie w tym roku polega głównie na próbie wpasowania bardzo nieregularnego trybu życia mojej rodziny w jakiś schemat, który nada mu jakieś pozory regularności i harmonii. Kiedy dwójka dorosłych nie jest ograniczona czasowo etatem na co dzień, to jednak ograniczenia pojawiają się ze zdwojoną siłą, gdy na horyzoncie pojawia się deadline, a ten jest zawsze nieugięty.

Taki tryb życia ma swoje plusy i minusy i zarówno jedno jak i drugie zauważam codziennie. Gdybym musiała dojechać do pracy na godzinę ósmą i jednocześnie dzieci odstawić na godzinę ósmą (a to jak wiadomo godziny porannego szczytu) musiałabym wstać jeszcze przed szóstą. A wstaję godzinę później. Nie jestem ani typową sową, ani typowym skowronkiem, ale godzina snu dłużej rano jest jednak na wagę złota.

Gdy zatem odwiozę dzieci, wracam do domu i mogę razem z mężem zjeść wspólne niespieszne śniadanie (chyba, że mamy deadline na karku, to raczej jest szybka szamka). To wartość i wygoda mojego życia.

Wygodą jest to, że mogę uczestniczyć w życiu przedszkolnym moich dzieci (występy, wyjazdy), mogę je odebrać wcześniej, gdy jest taka potrzeba. Mogę także wykazać się inicjatywą rodzicielską dla przedszkola. I w gruncie rzeczy na tym wygody się kończą.

O ile osoby pracujące na etacie wychodzą z pracy o określonej godzinie i mogą o niej nie myśleć, o tyle ja myślami jednak jeszcze pracuję do momentu, gdy… dzieci usną i wieczorem w ciszy twardo pracuję. Mogłabym obejrzeć coś ciekawego w tym czasie, gdybym miała telewizor. Mogłabym wyjść z domu pobiegać, gdybym nie bała się ciemności. Mogłabym napić się ze znajomymi, gdybym piła alkohol. Mogłabym wypracować całą stertę ubrań, gdybym nie miała prasowania w nosie. Tyle opcji, tyle straconych możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *